pies, rasy psów, hodowle   
Nasze konto NK
Nasze artykuły
  • Tytuł : Mity - wina przodków
  • Dział: Wychowanie psów
  • Kategoria : Nauka posłuszeństwa
  • Dodany : 25/10/07
  • Ilość wyświetleń: 8077

Postanowiłam napisać o tym problemie, ponieważ zbyt często słyszę z ust właściciela psa, że nic nie da się zrobić, bowiem matka lub ojciec psa był taki sam. Twierdzicie Państwo, że ten problem wychowawczy jest zapisany w genach, a więc nic nie da się zrobić i spokojnie przechodzicie nad tym do porządku dziennego.

To, że problem jest zapisany w genach, to jest na pewno prawdziwe stwierdzenie, tyle że zapisane w genach wzory zachowań często są czymś całkiem innym niż zachowania przekazywane.

Wiedza i zachowania, jakich nabywają szczenięta przez pierwsze kilka tygodni życia jest OGROMNA. Mózg około siódmego tygodnia jest już w pełni rozwinięty. Dużo z zachowań szczeniaka to naśladownictwo na zasadzie „małpa widzi- małpa robi”. Przykładem może być następujące zachowanie: jeśli suka (matka szczeniąt) jest agresywna w stosunku do ludzi obcych, to szczeniaki zazwyczaj będą naśladować jej zachowanie. Suka może być agresywna, bo jej socjalizacja i wychowanie nie przebiegały prawidłowo, lub była nieodpowiednio żywiona, albo z innego powodu.

Zachowanie jej szczeniąt będzie więc WYUCZONE, a nie zapisane w genach. Wzorów zachowań zapisanych w genach odwrócić się nie da, ale te wyuczone zawsze można zmienić. Doskonałym przekładem jest znany film p.t. „Różyczka” i dobermany, których zachowanie zostało w jedną noc całkowicie zmienione. Tak więc mamy do czynienia z zachowaniami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie.

Kiedy mój kursant uparcie przekonuje mnie, że matka jego psa była taka sama zakładam, że problem można rozwiązać i bardzo rzadko jest to cecha przekazywana genetycznie. Liczba przypadków w rodzaju „jaki ojciec taki syn”, które udało się skorygować lub całkowicie wyeliminować, wcale nie jest mała.

Jest to dowód na to, że własne lenistwo i zaniedbania w wychowaniu psa przerzucacie na barki hodowców lub „rodziców” psa, winiąc ich za wszystkie czynniki dziedziczne. Bardzo dobra moja znajoma ciągle ma psy, które nie potrafią zostać same w domu, niezależnie w jakim są wieku i jakiej rasy. Twierdzi ona, że prawidłowo wychowuje swoje psy i robi wszystko, co powinna, aby pies zostawał sam – a ciągle ma ten problem. Wniosek nasuwa się sam. Popełnia zawsze ten sam błąd niezależnie od rasy psa, a na pewno nie są to psy, które mają w przekazie genetycznym, że nie chcą zostawać w domu same!

ZAZDROŚĆ - to uczucie, które jest związane z ludźmi i to bardzo mocno i choć wydaje się inaczej, nie występuje ono u psów. Owszem pewne zmiany w ich otoczeniu wywołują u pieska reakcje, które wyglądają na zazdrość, ale w istocie są niczym innym, jak próbą uporządkowania hierarchii stada. Dość częstym zjawiskiem jest taki obrazek. Małżeństwo, kiedy dzieci wyprowadzają się z domu, kupuje sobie psa (najczęściej takiej rasy, która całkowicie nie pasuje do ich wieku i warunków bytowych) i zaczyna go wychowywać jak nowe rozpieszczone dziecko. Problem zaczyna się pojawiać, kiedy w odwiedziny przyjeżdżają wnuczęta, a dziadkowie zaczynają się nimi zajmować. Pies zaczyna być agresywny lub w inny sposób zwraca na siebie uwagę jak np. gryzienie ręcznika, czy nogi od stołu, nadmierne zwracanie uwagi na swoją osobę.

Właściciele stwierdzili, że pies jest zazdrosny, więc przy każdej wizycie wnuków poświęcali mu więcej uwagi niż zwykle, aby był „nie zazdrosny” i wiedział, że jego też bardzo kochają. Takie postępowanie pogorszyło na tyle sprawę, że przy następnych wizytach trzeba było zamykać psa w osobnym pomieszczeniu, lub nie daj Boże wiązać go. Sprawa ma się tak: pies, który przywykł do tego, że jemu poświęca się najwięcej uwagi, uznał wnuki (przecież ON nie wie, ze to wnuki!!) za osobników zagrażających jego pozycji w stadzie. Jeśli ci sami właściciele pojadą z wizytą do swoich wnuków i zabiorą z sobą psa, to pies ten nie wykazuje cienia agresji w stosunku do tych samych dzieci. To jest zasadnicza różnica pomiędzy uczuciem zazdrości, jakie przypisane jest do ludzi, a uczuciem przypisywanym psu – u psa zależy ono zawsze od otoczenia, w jakim się znajduje. Poświęcenie psu więcej uwagi w obecności wnuków utwierdzało go tylko w przekonaniu o swojej wyższości i prowokowało ostrzejszą reakcję, kiedy uwaga ukochanych właścicieli przenosiła się na wnuki.

SKAKANIE NA LUDZI - właściciele piesków sami bardzo konsekwentnie uczą psa, aby na nich skakał. Kiedy w domu pojawia się szczeniak szczególnie dużych ras, WY sami wracając do domu natychmiast padacie na kolana i bierzecie pieska na ręce, a jak troszkę podrośnie to klęczycie lub kucacie, aby Wasz milusiński mógł położyć łapki na Waszych ramionach i witać się z Wami wylewnie. Pozwalacie mu przy każdej okazji wchodzić na kolana – wtedy głaszczecie go, bawicie się z nim i przytulacie do niego, nierzadko całując go z wielkim uczuciem. To bardzo dobrze, że tak ogromnie kochacie jeszcze małego pieska, ale takim postępowaniem przekazujecie psu już od najwcześniejszych tygodni jego życia, że to ON jest najważniejszy w tym stadzie i że skakanie na Was, wchodzenie na kolana, to właśnie jest to, czego od niego oczekujecie i bardzo się cieszycie jak to robi, bo przecież chwalicie go za to!!! Nagle Wasz „malutki synek” ma już 20 czy 30 kilogramów. Takie zachowanie zaczyna być problemem dla domowników i dla gości. Zauważacie, ze coraz mniej znajomych przychodzi do nas, a wolą, kiedy to Wy ich odwiedzicie, oczywiście bez psa.

Znacie taką sytuację? Jesteście w sobotę ubrani w dres, wróciliście z prac ogrodowych lub z treningu i Wasz pies skoczył przy powitaniu na Was, a Wy go pogłaskaliście, bo przecież to dres i za chwilę będzie prany. Jeśli ubrani w dres pozwoliliście, aby pies na Was skakał, będzie skakał przez resztę tygodnia niezależnie od tego, w jakim będziecie ubraniu. Skakanie jest wyrazem sympatii. Pies kocha i chce się jak najczulej przywitać. Jeśli natomiast przy okazji powitania próbuje Was gryźć, szczypać (nawet bardzo lekko), albo wspina się na Was - to nie okazuje Wam swych uczuć, lecz stara się podkreślić i zaakcentować swą dominację. Proszę pamiętać, że pies musi starać się o ułożenie hierarchii w stadzie i zawsze będzie to robił tak, aby to ON został szefem. Używa do tego wielu sposobów, łącznie z mową ciała. Jeśli człowiek go zrozumie, to bardzo prosto doprowadzi do WŁAŚCIWEJ hierarchii. Czyli do tego, o co Państwu zawsze chodzi - DO POSŁUSZEŃSTWA PSA.

SAVOIR-VIVRE w drzwiach - jak Wasz ukochany piesek jest mały, to wcale Wam nie przeszkadza, kiedy pcha się pierwszy do wyjścia. Jak jest duży, to zaczyna Wam ta sprawa przysparzać problemów. Częsty widok to: rozpędzony pies i na końcu smyczy właściciel, który w „locie” zapina płaszcz, ma niezawiązane buty i biegnie za uśmiechniętym psem. Psy przed wyjściem skaczą na Was, pchają się miedzy nogami, wyrywają, skrobią usiłując wyjść lub wejść. Dlaczego Wasz pies ma tego nie robić? Przecież Wy dokładnie wykonujecie jego polecenia. Biegiem się ubieracie, próbujecie założyć mu obrożę i smycz, reagujecie NATYCHMIAST na to, jak ON Wam każe szybko wychodzić i oczywiście to JEMU pozwalacie wybiegać pierwszemu przez drzwi, bo sami staracie się utrzymać w pionie i zdążyć ZA psem.

Znacie taki obrazek wychodzenia z psem? Rozpychanie się w drzwiach, poganianie właściciela, aby szybciej się ubierał, świadczy o złym wychowaniu psa i braku szacunku – to oczywiście sprowadza się do jednego - DO MIEJSCA W STADZIE I DOMINACJI!!! Tylko SZEF może wychodzić pierwszy, to SZEF każe reszcie w stadzie szybko wykonywać swoje polecenia! To SZEF pozwala, a nawet każe stadu iść ZA sobą. Następny błąd z Waszej strony to usprawiedliwianie psa w ten sposób: „ON chce szybko wyjść na spacer i dlatego tak się zachowuje” lub „ON bardzo lubi, kiedy wychodzimy i nie może się doczekać”- nic bardziej błędnego. To właśnie ON Wam pokazuje, kto w tym stadzie ma decydujący głos i kogo należy słuchać!

Ćwiczenie posłuszeństwa daje bardzo dobre efekty, ale o ile prościej jest wpoić już szczeniaczkowi zasady hierarchii w Waszym stadzie, – czyli kto jest tu SZEFEM. Jeśli mały piesek nie będzie znał innego sposobu wychodzenia z domu niż czekanie spokojnie, kiedy „pan” się ubierze sam i założy mu obrożę i smycz, kiedy to „pan” pierwszy spokojnie wychodzi z domu i dopiero na komendę może wyjść za nim pies – to wtedy nigdy nie będzie przepychanki w drzwiach, skaczących i szarpiących się psów. I znowu wracam do powiedzenia: „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. Najprostszym sposobem pozbycia się problemów wychowawczych z dorosłym psem, jest właściwa KONSEKWENCJA w wychowywaniu psa od szczeniaczka. Jak Wasz malutki piesek będzie wiedział „od zawsze”, że stanowisko szefa jest zajęte i na pewno ON go nie dostanie, to ominą Was wszystkie większe problemy z naszym psem.


Autor artykułu:

Agnieszka Kępka
Międzynarodowy Sędzia Kynologiczny Prób Pracy
http://www.hauward.pl/

Dalsze rozpowszechnianie, kopiowanie w części lub w całości bez zgody autora tekstu - zabronione.

dodajdo