pies, rasy psów, hodowle   
Nasze konto NK
Nasze artykuły
  • Tytuł : Psy policyjne na służbie
  • Dział: Psy na służbie
  • Kategoria : Psy w Policji
  • Dodany : 04/10/07
  • Ilość wyświetleń: 11282

Policyjny pies to nie radiowóz. Nie da się go umyć i zamknąć do garażu

Psy noszą po dwa imiona: jedno jest cywilne, drugie służbowe. Na co dzień używa się tych cywilnych, bo są bardziej psie. Imiona służbowe wynikają z procedury, a każdy kolejny rocznik nazywa się na tę samą literę. Obecnie jest to "Z". Jak wymyślić tyle imion, kiedy w grę wchodzi 200-300 psów?

- Bierze się encyklopedię albo słownik i po kłopocie - wyjaśnia podinspektor Jan Porębski, zastępca kierownika Zakładu Kynologii Policyjnej w Sułkowicach.

Pies oprócz dwóch imion otrzymuje własnego mikrochipa, którego wszczepia mu się pod skórę. Jeśli ponownie przyjeżdża do Sułkowic na atestację albo uzupełnienie braków w tresurze, za pomocą czytnika, bez grzebania w papierach, weterynarz sprawdza, z kim ma do czynienia. Sułkowice, oprócz tego, że szkolą psy dla komend z całego kraju, są wielką bazą danych: każdy szczekający i służący w policji czworonóg ma tu w komputerze swoją kartę.

- Jesteśmy jedyną tego typu placówką w Polsce, jedyną firmą usługową dla wszystkich policyjnych jednostek w terenie - mówi podinspektor Porębski. - Chętnych jest więcej, niż możemy przyjąć. Dlatego do nas czeka się w kolejce.

Emerytura dla wilczura

O drogę do ZKP nie trzeba nikogo pytać, bo lokalizację zdradza zbiorowe ujadanie. Ośrodek wygląda jak wielki park, w którym stoi kilka budynków i murowane kojce dla psów. Dobre powietrze, spokój. Na kompleks szkoleniowy składają się sale wykładowe, ambulatorium weterynaryjne, poligon i budynek kompanii, czyli koszarowiec na 212 miejsc - nowiutki, lśniący czystością gmach, gdzie kursanci mają jak w dobrym hotelu.

Aspirant sztabowy Artur Walasek jest w Sułkowicach od paru lat. Wcześniej był przewodnikiem psa patrolowo-tropiącego w Komendzie Miejskiej Policji w Radomiu, potem trafił do wojewódzkiej, do laboratorium osmologicznego. W Sułkowicach wykłada teorię tresury. Ma też swoją drużynę, z którą prowadzi zajęcia praktyczne.

- Większość psów, które tu szkolimy, to psy patrolowo-tropiące, najbardziej widoczne w pracy policyjnej - mówi Artur Walasek. - Ale są też psy specjalne do poszukiwania narkotyków, materiałów wybuchowych i ludzkich zwłok. A także do badań osmologicznych, zapachowych.

Te ostatnie szkolone są najdłużej - osiem miesięcy. Pozostałe są u nas trzy miesiące krócej. Każdego roku psy poddawane są atestacji dla uzyskania certyfikatu przydatności. Biorą udział w sprawdzianach.

Psy w Sułkowicach nie biorą się znikąd. Z policją współpracuje kilku cywilnych hodowców, którzy układają czworonogi pod kątem przyszłej służby. Kandydat nie może bać się wystrzału, musi mieć pasję aportowania i wyszukiwania przedmiotów. Psy patrolowe poddaje się dodatkowemu testowi na ciętość wobec obcych. Ale najlepsze predyspozycje nie wystarczą, jeśli kandydat nie ma zdrowia. Lekarz sprawdza wszystko: oczy, uszy, zęby, prawidłowy chód, stan jąder. Bada krew, stawy biodrowe. Psy szkolone są od 1-2 roku życia. Kończą służbę w wieku 9 lat, choć bywa że dobre zdrowie i ogólna sprawność opóźniają odejście w stan spoczynku. Kiedy to się stanie, psa dostaje nieodpłatnie jego przewodnik - nagłe rozstanie mogłoby być zbyt bolesne dla obydwu stron. Jest propozycja, żeby czworonożni weterani otrzymywali psią emeryturę.

- Na Zachodzie przewodnicy psów stanowią w policji elitę - mówi aspirant Walasek. - U nas powinno być tak samo. Pracę przewodnika należy docenić poprzez wyższy etat i specjalny dodatek. Psa trzeba przecież codziennie nakarmić, uczesać, mieć z nim stały emocjonalny kontakt, doskonalić jego umiejętności, bo tutaj uczy się jedynie podstaw. Pies to nie radiowóz, który się umyje i wstawi do garażu.

Przewodnikiem nie może być nikt przypadkowy. Kandydat musi mięć chęci, lubić zwierzęta, być sprawny fizycznie. W Sułkowicach szkoli się duety: ludzi i ich psy. Jeśli coś zgrzyta - trzeba dokonać wymiany. Sierżant Maciej Budzałek ze Skierniewic ma od kilku dni nowego psa. Poprzednik nie palił się do tresury, więc został wycofany. Nowy, Misza, jest jak trzeba. Spokojny, ale kiedy zwęszył za płotem pijaka - czujnie zawarczał. Dla sierżanta kontakt z psami to żadne wydarzenie - jest myśliwym, ma w domu wilczura i foksteriera.

Psie ferrari

Owczarki niemieckie, które są rasą pospolitą i wszechstronną, doskonale nadają się do patrolowania. Zadania specjalne np. poszukiwanie narkotyków, powierza się goldenom, foksterierom, terierom walijskim czy cocker spanielom. Na materiały wybuchowe najlepsze są labradory i owczarki. Kiedy znajdą podejrzany przedmiot, siadają i szczekają. Nie mogą drapać i kopać, żeby nie spowodować wybuchu. U policyjnych psów liczy się tzw. wrodzony aport, czyli skłonność do nieustannej zabawy. Pies ma to w genach, może aportować bez końca, aż padnie. Ale wówczas wiadomo, że jest wytrzymały, że szukanie go nie znuży - bo są i takie egzemplarze, które przeszukają pomieszczenie dwa razy i dają sobie spokój.

Aspirantowi Walaskowi przypadła rola wyjątkowa: jego podopiecznym jest sześcioletni Jim (imię służbowe: Patek). Jim jest owczarkiem belgijskim malinois. Pochodzi z dobrego rodu - jego tatuś był trzykrotnym mistrzem świata w konkurencjach obrończych. To pierwszy pies tej rasy, który zaczął służyć w polskiej policji. Na Zachodzie malinois są popularne, do nas dopiero debiutują. Ze względu na temperament nazywane są psimi ferrari. Artur Walasek demonstruje możliwości Jima, który szczeka i kłapie zębiskami aż niesie echo. W porównaniu do swoich krewnych z Niemiec wygląda niepozornie, ale to pozory.

- Jest szkolony w systemie angielskim, do pracy bez kagańca - wyjaśnia aspirant. - Kiedy uciekający człowiek się zatrzyma, pies ma go osaczyć, oszczekiwać i czekać na przewodnika. Gdy uciekinier nie zaprzestanie biegu, pies go zaatakuje.

Poligon. Owczarki ćwiczą pokonywanie przeszkód terenowych. Na razie przy walnej pomocy opiekunów. Inne rodzaje ćwiczeń to: nauka posłuszeństwa, obrona przewodnika, praca "na śladzie", tropienie. Pies rozpoznaje najpierw zapach opiekuna, potem zapachy obce - i już wie, po co ma nos. Nie można go do niczego zmusić. Najlepiej uczy się poprzez zabawę. Ważny jest również kontakt emocjonalny z przewodnikiem, wzajemne zrozumienie.

- To tak jak u nas w kadrze - śmieje się podinspektor Porębski rodem z Kielc. Kierownik ZKP, komisarz Mariusz Wziątek też jest ze Świętokrzyskiego, a aspirant sztabowy Walasek - jak wspomniano - z Radomia.

Ulica psa Cywila

Kiedyś Sułkowice słynęły z psich gwiazdorów. Szarik (właściwe imię: Trymer), grał w kultowym serialu; dziś jest eksponatem muzealnym - wypchany stoi w jednej z sal. Szarika tresował porucznik Franciszek Szydełko, który był również opiekunem innego filmowego owczarka, Cywila. Od dwóch tygodni imię psa Cywila nosi uliczka na tyłach ZKP. Nie jest to pierwsza "psia" ulica w Polsce - kilku miejskim arteriom patronuje od lat Szarik.

Na ulicy psa Cywila w Sułkowicach błoto po uszy i tylko dwa domy.

- Tu jest ulica psa Cywila? - pytam przechodzącą kobietę.

- Czy psa, to nie wiem. Ale na pewno pod psem - odpowiada.


Źródło: http://www.slowo.com.pl

dodajdo