pies, rasy psów, hodowle   
Nasze konto NK
Nasze artykuły
  • Tytuł : Psy w literaturze
  • Dział: Kultura i sztuka
  • Kategoria : Literatura
  • Dodany : 08/06/07
  • Ilość wyświetleń: 8808

Czworonożnym bohaterem, którego wierność i przywiązanie od wieków nie przestają dziwić i wzruszać, jest Argos pies króla Itaki. On jako jedyny rozpoznał powracającego po latach tułaczki Odysa. Dawno też zaczęto zajmować się psem naukowo. Pierwsza książka o hodowli psów została napisana przez Ksenofona w latach 430-352 p.n.e. Zawiera ona opis zalet i wad psich, a także porady dotyczące postępowania przy kryciu suki. Ksenofon wymienia także przyrządy potrzebne do tresury psów.

Przykładów wprowadzania psa do literatury jest mnóstwo. Zwrócę uwagę na niektóre z nich. Psy, jako narzędzie kary, spotykamy u Boccacia w „Dekameronie” w opowieści Osmej dnia piątego.

Pies występuje w komedii obyczajowej Hiszpana Lope de Vegi z okresu renesansu — „Pies ogrodnika”.

Z kolei bohater powieści czeskiego pisarza J. Haszka — Szwejk, przedstawiciel praskiego mieszczaństwa, trudnił się, z wielkim powodzeniem, handlem psami, stosując przy tym nie zawsze uczciwe metody. Poprzedników Szwejka należy szukać jeszcze w siedemnastowiecznym Paryżu, gdzie znajdowało się centrum ówczesnego handlu psami. Szczególne miejsce we współczesnej literaturze światowej początków XX wieku, której bliska jest psia tematyka, zajmują powieści Jacka Londona — „Biały Kieł”, „Bury wilk”, „Kochany Kleks” i „Zew krwi” oraz Jamesa Clivera Curwooda — „Szara wilczyca”, „Władca skalnej doliny”, „Bari syn szarej wilczycy”. Są to głośne powieści z życia poszukiwaczy złota i łowców amerykańskiej północy, opisujące psie zaprzęgi na śnieżnych szlakach Alaski i Kanady.
W Polsce literatura — naukowa i beletrystyczna — poświęcona psu pojawiła się w XVI w. W 1534 r. w Krakowie wyszło dzieło przyrodniczo-lekarskie (typu zielnika), autorstwa Stefana Falimirza pt. „O ziołach i ich mocy...”, w którym znajdują się wzmianki o psie i najstarszy drzeworyt przedstawiający psa. W 1549 r. zostały wydane „Księgi o gospodarstwie...” Piotra Crescentiusa, gdzie w księdze IX jest mowa o psach. Bardzo ważną pozycją, dotyczącą tego tematu w polskim piśmiennictwie, jest wydrukowane po raz pierwszy w 1618 r. Jana Ostroroga „Myślistwo z ogary”. Wśród pism Ostroroga zachowała się także „Nomenklatura ogarów”. Jest to wykaz 313 imion nadawanych ogarom. Była to rasa w Polsce bardzo popularna. Przypomnijmy, że najsłynniejsze zdanie w literaturze polskiej, w którym jest mowa o psach, rozpoczynające „Popioły” St. Żeromskiego to: „Ogary poszły w las”. Psy w literaturze polskiej to przede wszystkim psy myśliwskie. Weszły one do dzieł klasycznych. Np. Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” pisze o Kusym i Sokole. Z kolei J. Tuwim poświęcił psom polskim, ofiarom wojny i okupacji ustęp „Kwiatów polskich”.

Pies zajmuje szczególne miejsce w polskiej literaturze dziecięcej. Dzieci, niejednokrotnie bardziej szczere i spontaniczne w swych uczuciach i reakcjach niż dorośli, często łatwiej znajdują wspólny język z psami. Myślę, że można nawet zaryzykować twierdzenie, że dzieci w pewien sposób są pośrednikami pomiędzy światem ludzi dorosłych, a światem zwierząt, w tym także psów. Wielu autorów piszących dla dzieci za swoich bochaterów obiera psy, gdyż dzięki tym zwierzętom mogą oni w prosty, pozbawiony patosu sposób, mówić o tym, co najważniejsze w życiu. Pisze na ten temat H. Skrobiszewska: „Literatura chętnie odwołuje się do przykładów przyjaźni zwierząt i ludzi. To nie tylko partnerzy człowieka, ale i znakomite media literackie. Ich obecność pozwala na eksponowanie najwznioślejszych uczuć miłości, poświęcenia i wierności w sposób prosty i ostry, jakby wypreparowany, bo nie wymagający rozległych motywacji psychologicznych. Zwierzęta nie noszą masek, są szczere w swych odruchach, autentyczne w uczuciach, wiarygodne”. Nie sposób wymienić wszystkich autorów piszących dla najmłodszych czytelników o psach, można jedynie wspomnieć o niektórych np.: J. Grabowski i jego „Puc, Bursztyn i goście”, „Reksio i Pucek”, „Kochany zwierzyniec”, J. Broniewska, autorka „Ciapka i włóczęgi”, Z. Charszewska, autorka książki „Franek, jego pies i spółka”, F. A. Ossendowski, który napisał książkę „Wacek i jego pies”. O związkach człowieka i zwierzęcia jest także mowa w książkach: „Historia Petita jamnika zwykłego, ale i niezwykłego” Z. Kwiatkowskiego, „Przez ciebie, Drabie” Z. Chądzyńskiej, „Reksy, Smyki i Zagraje” T. Goździkiewicza, „Przebaczamy Pankowi” E. Kołaczkowskiej, „Psia służba” H. Koszutskiej, „Wawa i jej pan” J. E. Kucharskiego, „Ami znaczy przyjaciel M. Orłonia, „Dzikus, czyli wyjęty spod prawa”, „Kibice”, „Przyjaciele mojego dzieciństwa” W. Żółkiewskiej, „Psie historie” J. Litwina, „Psia księga” D. Forelle i M. Szuszkiewiczowej. Psy są również bohaterami utworów: M. Konopnickiej „Co Kurta robił w podwórku”, M. Dąbrowskiej „Noc ponad światem” i „Pies”, J. Wiktora „Burek”, Z. Kossak-Szczuckiej „Topsy i Lupus”, Z. Nałkowskiej „Między zwierzętami”. Bardzo popularnymi psimi bohaterami w literaturze młodzieżowej są: Saba z powieści H. Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy”, który występuje w roli swoistego opiekuna, obrońcy i towarzysza niedoli porwanych dzieci oraz Karuś z „Anielki” B. Prusa, będący przykładem psiej miłości. Temat ten był bliski również A. Dygasińskiemu. Napisał on „Psią dolę”, „Asa” oraz baśnie „Dzieci, Zuchelek i wilczysko”. L. J. Kern wykreował postać psa Ferdynanda i uczynił go bohaterem bajki zwierzęcej utrzymanej w konwencji filozoficznej groteski. Natomiast książka R. Pisarskiego „O psie, który jeździł koleją” jest przepięknym przykładem literatury dziecięcej, którą — moim zdaniem — każdy może czytać z wielkim wzruszeniem. Opowiada ona historię psa, posiadającego niezwykłą umiejętność samodzielnego podróżowania pociągiem. Jego zamiłowanie do wędrówek nie umniejsza przywiązania do człowieka, który go przygarnął i jego rodziny. Przywiązanie to Lampo przypłaca życiem — ginie pod kołami pociągu ratując życie małej Adele.

Chciałam również zwrócić uwagę na książkę autorstwa czeskiego pisarza K. Czapka pt. „Daszeńka czyli żywot szczeniaka” należącą do kręgu tematyki literatury dziecięcej. Książeczka została opatrzona dopiskiem: „dla dzieci napisał, zilustrował, sfotografował i na własnej skórze doświadczył Karol Czapek”. Opisane jest tu życie Daszeńki począwszy od dnia jej urodzin. Ponadto znajdują się tu rysunki, bajki ułożone specjalnie dla szczeniaka oraz liczne zabawne fotografie.

Pies w przysłowiach i frazemach

Jakby na marginesie literatury, w jej ludowej formie, znajdują się przysłowia. Odbijają one ludowy punkt widzenia świata, stanowią kwintesencję ludowej mądrości. Przysłowia w większości są międzynarodowe. Wiele z nich wywodzi się z Biblii, bądź zostało zaczerpniętych z dzieł starożytnych klasyków. Najdawniejsze poświadczone przysłowia pochodzą z X w.p.n.e. („Księga przypowieści” Salomona). Była to forma przekazu określonych treści rozpowszechniona już w starożytności — w Grecji i Rzymie. Znano je tu i powtarzano, a także tworzono.
Jeśli chodzi o miejsce psa w przysłowiach, to warto zaznaczyć, że takie jego cechy jak wierność i przywiązanie nieodmiennie łączone w literaturze pięknej z psem, rzadko znajdują swoje odbicie w przysłowiach. Nastąpiła tu bowiem całkowita degradacja psa. Przysłów, w których występują słowa pies, psi jest bardzo dużo. Np. J. Krzyżanowski przedstawił ich ponad 350. Przytoczę więc tutaj tylko wybrane przykłady.

Byś swemu psu i nogę uciął, przecie on za tobą pójdzie. Po raz pierwszy przysłowie to znajdujemy u Reja, gdzie wystąpiło w formie: Psu chociaj nogę przetrącisz, a potem go pogłaszczesz, alić się on znowu płaszczy, a lezie, merdając ogonem, do ciebie. Przysłowie to najprawdopodobniej ma związek ze średniowieczną bajką znaną z głośnego zbioru „przykładów” tj. „Historii rzymskich”. W przekładzie polskim z około 1540 r. nosi ona tytuł: „Przykład, że nie mamy żonom wierzyć ani tajemnice objawiać”. W bajce tej jest mowa o trzech życzeniach zagniewanego króla, które miał spełnić rycerz, by uzyskać jego przebaczenie. M.in. miał przedstawić królowi przyjaciela wiernego oraz niewiernego. Najwierniejszym przyjacielem okazał się pies. Jest o tym mowa we fragmencie: „Tedy rycerz, wyjąwszy miecz, zaciął psa onego, który skowycząc dla boleści, uciekał. Zatym go zawołał, a pies zaś przyszedł k niemu. I rzekł rycerz: To jest mój najwierniejszy przyjaciel”. Zdradliwa natomiast była przyjaźń żony. Rycerz przekonał się o tym, wystawiając ją na próbę. Najpierw powierzył jej rzekomą tajemnicę, a następnie w obecności króla spoliczkował małżonkę, która w odwecie wyjawiła sekret (Historie rzymskie).

Źle psa w studni drażnić. Przysłowie to spotykamy po raz pierwszy u S. Rysińskiego w 1618 r. Knapski w dodatku do swojego słownika pt. „Adaggia”, obok tego przysłowia umieścił komentarz: „Mówi się o kimś, kto z kłótnikiem lub awanturnikiem ma sprawę, z której ani wywikłać się, ani bez szkody wydobyć się nie może”. Przysłowie to wywodzi się z łacińsko — greckiej wersji: 'walczyć z psem w studni'. Przysłowie to mówi o sytuacji trudnej, bez wyjścia — walce z psami, gdy jest się razem z nimi uwięzionym w studni. Studnia jest najprawdopodobniej synonimem pułapki. Wyjaśnienia należy szukać, być może, w górzystej Grecji, gdzie źródła bardzo często biją w kotłach lub lejach górskich, z których niełatwo się wydostać. Drażnienie spotkanego w takim miejscu psa mogło być więc niebezpieczne. Greckie przysłowie o psie w studni przeniesione na grunt polski było bardzo popularne. Jednakże duża liczba jego odmian dowodzi, iż nie było do końca zrozumiałe i budziło pewne wątpliwości. W języku polskim znane są przysłowia: Używa jak pies w suchej studni, Używa jak pies w dominikańskiej studni, Wdzięczy się jak suczka dominikańska, które prawdopodobnie znaczy tyle, co Wdzięczy się jak suczka w dominikańskiej studni. Polska rzeczywistość wprowadziła do tego wywodzącego się z Grecji przysłowia element rodzimego folkloru. Być może związane to było ze sposobem budowy studni klasztornych przez dominikanów i umiejętnością specjalnego zabezpieczania przed wpadnięciem. Była to bardzo istotna sprawa, gdyż wokół studni klasztornych, zwłaszcza w miejscach cudami słynących, w czasie odpustów tłoczyły się tłumy spragnionych pielgrzymów, co mogło grozić wypadkiem.

Ze psy w rząd, z kotki w taniec. Pierwsze poświadczenie tego przysłowia, podobnie jak w przypadku poprzedniego, znajdujemy u S.Rysińskiego w 1618 r. Przysłowie to oznacza 'z mężczyznami pić, z kobietami tańczyć'.

Pies na sianie leży, sam go nie je, a krowie (koniowi) go nie da. Przysłowie to również wystąpiło po raz pierwszy w 1618 r. u S. Rysińskiego. Wywodzi się ono ze starożytności i ma związek z przytaczanym przez renesansowych paremiologów greckim powiedzeniem 'suka w żłobie'. Jego odpowiednikiem jest związek frazeologiczny pies ogrodnika, autorstwa szesnasto wiecznego Hiszpana Lope de Vegi, który taki właśnie tytuł nadał jednej ze swoich komedii. Przysłowie to ukazuje psa w złym świetle. Jest tu mianowicie przedstawiona jego cecha, która może ujawniać się w określonej sytuacji — pewnego rodzaju pazerność (o ile można mówić o pazerności w odniesieniu do psów). Jest to jednak oczywiście cecha charakterystyczna przede wszystkim dla ludzi.

Daj to psu, co masz na sercu. Po raz pierwszy przysłowie to spotykamy u S. Rysińskiego w 1619 r. Oznacza ono: 'to, co mówisz jest nieszczere'. Pies do roboty. Po raz pierwszy przysłowie to zostało poświadczone przez G. Knapskiego w 1621 r. Ma ono także postać: pies na robotę. Dawne zapisy wskazują, iż zwrot ten pierwotnie oznaczał lenia, nieroba, obecnie zmienił swoje znaczenie. Teraz używany jest w odniesieniu do miłośnika czegoś (w tym przypadku roboty).

Psi go zjedli. Po raz pierwszy przysłowie to spotykamy w 1632 r. u G.Knapskiego. Oznacza ono: 'psiarnia pochłonęła majętność'. Jest tu poruszona sprawa wzrostu zbytku i konsekwencji tego — ruiny średnich fortun szlacheckich. Problem ten był przedmiotem ataków satyry już w XVI w. Odstraszającym symbolem przesadnego oddawania się myślistwu był mitologiczny łowca Akteon rozszarpany przez własne psy. Pisał o nim np. A.Zbylitowski w utworze „Akteon”.

Doczeka się pieska gałąź, choć mu się odwlecze. Przysłowie to spotykamy po raz pierwszy w 1674 r. w W.Potockiego w „Merkuriuszu nowym”. Nie jest ono, jak by się mogło wydawać na pierwszy rzut oka, związane z karą chłosty, ale odnosi się do dawnej kary śmierci dla zwierząt. Na ten temat mowa jest w pięcioksięgu Mojżeszowym: „Jeśliby wół rogiem ubódł męża, ukamionują go i nie będą jeść mięsa jego, pan też wołu nie będzie winien”. Przepisy przewidujące karę śmierci dla zwierząt znane były u ludów pierwotnych. Obowiązywały one także przez całe wieki w Europie i tak np. we Francji jeszcze w 1697 r. skazywano na śmierć i tracono zwierzęta oskarżone o zabójstwo lub czary, w Anglii natomiast zniesiono ten zwyczaj dopiero w 1846 r. W Polsce karanie psa śmiercią było bardzo rozpowszechnione. Świadczy o tym fakt, iż literatura odnosiła się do tego problemu, jak do czegoś zwyczajnego i zrozumiałego dla czytelnika. W taki sposób pisze m.in. W. Potocki we fraszce „Figiel pies”. Również A. Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” ustami Telimeny opowiada o chartach, które poszły na powrozy po zdławieniu jej ulubionego pieska.

Zdechł pies. Ten zwrot przysłowiowy po raz pierwszy spotykamy w 1696 r. u W. Potockiego w dziele „Moralita”, jednakże w trochę innej postaci, bowiem Potocki w miejscu, gdzie dzisiaj występuje słowo pies, umieścił wyraz koń: Zdech koń! — sprawa przepadła. Zwrot ten oznacza 'przepadło, nie ma rady' (lub 'sprawa skończona'. W „Słowniku języka polskiego” Karłowicza, Kryńskiego, Niedźwiedzkiego podane jest następujące wyjaśnienie tego zwrotu: „Junaczył, junaczył, a teraz zdechł pies! (już go nie ma, stracił na fantazji, schował dudy w miech, poszedł jak zmyty, zapomniał języka w gębie, zgłupiał)”. Zwrot zdechł pies wywodzi się z gwary myśliwskiej i najczęściej używany jest w znaczeniu podanym przez Krzyżanowskiego (przepadło, nie ma rady). Funkcjonuje on również w slangu amerykańskim w postaci Dog gone, co dosłownie znaczy 'pies przepadł'. Zwrot ten używany jest tu w sensie 'Nie ma co' lub 'Tam do licha'. W słowniku Bulasa, Whitfielda doggone tłumaczone jest jako 'do diabła'.

Na psa urok. Po raz pierwszy przysłowie to zostało poświadczone w 1819r. przez J. Przybylskiego w „przysłowiach polskich przez (...) zebranych i jego ręką pisanych”. Wyrósł ono na gruncie medycyny ludowej i nawiązuje do dawnych praktyk znachorskich. Miało wtedy znaczenie zażegnania, formułki magicznej stosowanej przeciw urokom. Człowiek, używając tej formułki, usiłował „zdjąć urok” lub „wyrzucić” chorobę z człowieka i przenieść ją na coś gorszego czyli psa. Obecnie używane jest także dla wyrażenia podziwu.

Psy na kim wieszać. Przysłowie to spotykamy już w 1839r. u H. Rzewuskiego w „Pamiątkach starego szlachcica litewskiego”. Zwrot ten ma związek z karą stosowaną w Niemczech w średniowieczu, ustanowioną przez Karola Wielkiego. Był to zwyczaj kynoforii, polegający na noszeniu bądź prowadzeniu żywego psa z jednej niemieckiej prowincji do drugiej. Karę tę stosowano wobec mężczyzn z wyższej sfery oskarżonych o rozbój lub złamanie pokoju. Wielkość hańby oznaczał rozmiar psa. Największe przestępstwa karano przymusem niesienia parszywego zwierzęcia. Prawo to było stosowane szczególnie za czasów Ottona I Pies został tu zdegradowany do rangi niemalże najniższej. Niemalże, gdyż jeszcze niżej od niego stał kot. Noszenie kota było bowiem karą przypisaną zwykłej szlachcie. Wiadomo ponadto, że karę wieszania zbrodniarza w towarzystwie psa stosowano w Niemczech i Holandii w wiekach XV — XVII, co było dodatkowym pohańbieniem skazańca. W taki sposób tracono np. Żydów podejrzanych o kradzież. W 1624 r. w Nysie na Śląsku wykonano na Żydzie wyrok, wieszając go za nogi między dwoma psami, które go zresztą zagryzły. Wiadomo ponadto, że w Niemczech początkowo los przestępcy skazanego na śmierć przez powieszenie dzieliły wilki. Dopiero z czasem zastąpiono je łatwiejszymi do schwytania psami. Nie ma pewności co do tego, czy ten niemiecki zwyczaj znany był również w Polsce. Istnieje taka możliwość, gdyż od czasów Kazimierza Wielkiego do końca XVIII w sądownictwo polskie opierało się na prawie magdeburskim. Bardziej prawdopodobne jest jednak przypuszczenie, że zwrot polski powstał jako kalka językowa, jako przykład analogicznego powiedzenia niemieckiego. Zwrot przysłowiowy, dotyczący wieszania zwierząt w celu znieważenia, pohańbienia człowieka, w języku polskim pojawia się po raz pierwszy w 1620 r. w wierszowanej humoresce Jana Dzwonowskiego „Konterfekt cudowny i siła Kozaka Płachty...” Jest tu mowa jednakże nie o psach, ale o świniach:
„Niedługo w Carygrodzie Płachta się rozwinie,
A na karkach tureckich będzie wieszał świnie”

Fragment ten jest najprawdopodobniej parafrazą zwrotu o wieszaniu psów i tym samym może być uznany za najwcześniejszy chronologicznie dowód istnienia w Polsce już około 1620r. tego zwrotu.

Psu na budę się nie zda (nie przyda). Po raz pierwszy przysłowie to zostało poświadczone w 1846 r. przez A. Wilkońskiego w „Ramotach i ramotkach”. Jest to przysłowie chłopskie. Zrodziła je codzienność w biednym obejściu, gdzie budę dla psa klecono z kawałków spróchniałych, nie nadających się już do niczego desek lub gałęzi przyrzuconych następnie słomą. W ten sposób tworzono prymitywne schronienie dla psa, które miało osłonić go przed deszczem, śniegiem i mrozem. Przysłowie to obrazuje stosunek ludzi do psów — powszechnie uważano bowiem, że pies zadowoli się byle czym.

Co po psie w łaźni. Po raz pierwszy przysłowie to spotykamy w 1856 r. w „Kalendarzu astronomiczno — gospodarskim polskim i ruskim”. Przypuszczalnie wywodzi się ono ze średniowiecznej paremiologii łacińskiej. Sens polskiego przysłowia staje się bardziej zrozumiały dzięki pełnej formie odpowiednika niemieckiego, który w tłumaczeniu na język polski ma postać: Choć się psa wykąpie, tarza się on znowuż w błocie.

Staremu psu i staremu słudze jedna płaca, Stary pies i stary sługa jedne cnoty mają, Stary pies i stary sługa najczęściej kończą w nędzy — przysłowia te są „mądrościami narodu” XIX w. Temat ten poruszają już przysłowia w XVI w. od Biernata Budnego i S. Rysińskiego poczynając — Stary sługa jak stara miotła: póki pracuje, póty w łaskach, Stary sługa jak stary pies, Stary sługa, stary pies kończą w nędzy. W świecie przysłów nie słyszy się o dobrych i wdzięcznych chlebodawcach. Stary pies i stary sługa są tutaj uosobieniem wierności i lojalności, którzy za swoje oddanie i poświęcenie nie znaleźli opieki na starość.

Pański pies, pański owies, Twój pies, twój owies. Przysłowia te występują u Adalberga. Są przestrogą przed nadmiernym oddawaniem się pasji myślistwa, które może przynosić szkodę zarówno gospodarstwu samego myśliwego, jak i jego często biedniejszym sąsiadom. Jakby mu psi obiad zjedli. Przysłowie to zostało zapisane po raz pierwszy w 1545 r. przez Terencjusza: Zjedli im psi obiad, oznacza ono: 'stracił humor, spuścił nos na kwintę.

Artykuł nadesłany przez użytkownika portalu PsyiMy.pl

Autor artykułu: Katarzyna Filipczak

dodajdo