- Tytuł : Właścicielka z miłości trzymała głodne psy
- Dodano: 29/12/09
Sześć psów mieszkało w dziurawej szopie. Nie miały nawet miski z wodą, o jedzeniu nie wspominając. Ich właścicielka zapewniała, że bardzo je kocha. Teraz obrońcy praw zwierząt szukają dla nich nowego domu.
O warunkach, w jakich żyją psy w jednym z gospodarstw w podzawierciańskiej wsi, zaalarmowali obrońców praw zwierząt sąsiedzi ich właścicielki. Mieli dość wyręczania jej. - Taka sytuacja trwa od 2007 roku. Psy mieszkają w rozsypującej się szopie, w której temperatura jest taka, jak na zewnątrz. W ubiegłym roku dwa szczeniaki tam zdechły. Sami zaczęliśmy karmić te psiaki, bo były przezroczyste z głodu - mówi sąsiadka. Zwierzyniec z roku na rok się powiększał. Ostatnio mieszkało tam sześć małych kundli: trzy suki, dwa szczeniaki i pies. Ten ostatni, po bójkach z innymi psami, był kulawy, poraniony i opuchnięty.
Sąsiedzi zapewniają, że wielokrotnie próbowali rozmawiać z ich właścicielką. - To starsza, biedna kobieta, która mieszka ze swoją bezrobotną córką. Nie przyjmują żadnych argumentów - dodaje sąsiadka. Alarmowali też policję. Funkcjonariusze przyjeżdżali, rozmawiali z właścicielką i odjeżdżali. Nic się nie zmieniało.
Niedawno sąsiedzi w Internecie natknęli się na numer Tomasza Kosteckiego, który zakłada śląski oddział Straży dla Zwierząt. We wtorek Kostecki, przedstawiciele katowickiej Fundacji Przyjaciele dla Zwierząt i urzędnicy z zawierciańskiego magistratu pojechali na miejsce. - Chcieliśmy tylko porozmawiać z właścicielami. Pani powiedziała nam, że psów ma dużo, bo bardzo je kocha. Trzyma na zewnątrz, bo mają pilnować obejścia. A nie karmi, bo przecież robi to sąsiadka. Warunki, w jakich żyły, faktycznie były skandaliczne. Szczeniaki na pewno nie przetrwałyby mrozów w tej szopie - mówi Bożena Kaszuba z fundacji. Po namowach właścicielka zgodziła się zrzec się praw do zwierząt. Suczki i szczeniaki zabrali obrońcy praw zwierząt. Pies... wrócił do właściciela. Okazało się, że należy do szanowanego mieszkańca tej samej wsi. - Wziął go ze schroniska. Kiedy pies uciekł, po prostu o nim zapomniał. Teraz obiecał zająć się jego leczeniem. Będziemy monitorować jego działania - obiecuje Kostecki.
Reszcie trzeba znaleźć nowy dom. - Mamy swoje własne przytulisko, ale strasznie przepełnione, a do schroniska ich nie oddamy - mówi Kaszuba. Jedna suczka na razie jest u wolontariuszki z fundacji, pozostałe dwie i szczeniaki znalazły tymczasowe schronienie w hotelu dla zwierząt w Zabrzu. - Matka ze szczeniakami są zapchlone i zaniedbane, ale pozytywnie nastawione i kontaktowe. Po drugiej widać, że sporo przeszła - mówi Joanna Piotrowska, prowadząca hotel.
Fundacja Przyjaciele dla Zwierząt czeka na wszystkich, którzy chcieliby przygarnąć uratowane czworonogi. - Bardzo ucieszylibyśmy się nawet z domów tymczasowych - mówi Kaszuba. Dom tymczasowy to miejsce, w którym psy mogą poczekać na adopcję. W tym czasie fundacja dowozi dla nich jedzenie i płaci za wizyty u weterynarza. - Cały czas brakuje nam takich miejsc, a to świetne rozwiązanie. Psy, które spędziły jakiś czas w domu tymczasowym, są potem chętniej adoptowane. Ludzie wolą wziąć psa, o którego charakterze możemy im coś powiedzieć - mówi Kaszuba. Wszyscy, którzy chcieliby pomóc, mogą dzwonić pod numer 506 116 690. Więcej informacji na stronie www.przyjacieledlazwierzat.com
Iwona Sobczyk
Źródło: katowice.gazeta.pl
|