- Tytuł : Oddają psa do schroniska i mówią...
- Dodano: 11/11/09
Oddają psa do schroniska i mówią: to przez kryzys.
W schronisku dla zwierząt jest więcej psów niż kiedykolwiek. Chętnych, by przygarnąć czworonoga, brak. Ludzie tłumaczą: winny jest kryzys ekonomiczny. - Kryzys stał się wytrychem do wszystkiego - odpowiada kierownik schroniska.
Obecnie w schronisku dla zwierząt przy ul. Rybnej znajduje się rekordowa liczba psów: 630. Schronisko jest przystosowane dla około 500. Tylko we wrześniu i październiku do schroniska trafiło 314 psów. Adopcji w okresie jesiennym do tej pory było zaledwie 250. W ubiegłym roku o tej samej porze dom znalazło tu ponad 280 czworonogów. - Jesteśmy w wyjątkowo trudnej sytuacji. Ludzie oddają zwierzęta, ale chętnych do ich adopcji nie ma - mówi Dorota Dąbrowska z Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.
Psy, które trafiły w ostatnim czasie na Rybną, łączy jedno: ich dotychczasowi właściciele tłumaczą swe decyzje kryzysem ekonomicznym i brakiem pieniędzy na utrzymanie zwierząt. To nie przekonuje schroniska. - Tłumaczenie zawsze wypada znaleźć, bo przecież nikt nie powie, że zwierzak się znudził. Kilka lat temu ludzie, oddając zwierzę do schroniska, najczęściej uzasadniali swą decyzję emigracją, wyjazdem za granicę do pracy.
Teraz zasłaniają się kryzysem. Kryzys gospodarczy stał się wytrychem do wszystkiego - mówi Andrzej Jaworski, kierownik krakowskiego schroniska dla zwierząt, a pan Łukasz, właściciel dwóch kundelków wziętych ze schroniska, dodaje: - To absurdalne tłumaczenie. Czasy są trudne, ale nie wierzę, że ludzie zmuszeni są do tego, by pozbywać się zwierząt. To pójście po linii najmniejszego oporu.
Co więc powoduje, że w ostatnich miesiącach liczba psów w schronisku wzrosła, a chętnych do przygarnięcia brakuje? Na sytuację ma z pewnością wpływ zaostrzenie przepisów dotyczących właścicieli czworonogów. Za niesprzątanie po psie grozi kara grzywny do 500 zł. - Okazuje się, że pies to nie tylko zabawa, ale i obowiązki, i czasem problemy - wyjaśnia pani Krystyna, właścicielka jamnika.
Andrzej Jaworski przyczyn doszukuje się między innymi w zmieniającej się mentalności ludzi. - Panuje znieczulica. Ludziom coraz częściej zależy na tym, by posiadać rasowe szczeniaki z rodowodem. Chcą, by pies był ładny, błyszczący i pachnący. Ułożony i żeby nie szczekał. A do schroniska trafiają psy po traumatycznych przeżyciach, nieraz wygłodzone, niedostosowane społecznie. Serca dla takich psów jest jednak coraz mniej - ocenia Jaworski.
Aby zwiększyć zainteresowanie ludzi losem zwierząt i zachęcić ich do przygarniania czworonogów, KTOZ rozpoczął współpracę ze szkołą trenerów, której pracownicy uczą psy podstawowych komend. - Liczymy na to, że wyszkolone zwierzęta, które mają stały kontakt z człowiekiem, staną się bardziej atrakcyjne dla potencjalnych właścicieli i to zwiększy ich szanse na adopcje - wyjaśnia Dąbrowska. Na razie schronisko jest przepełnione. - W ubiegłym tygodniu na spotkaniu w urzędzie marszałkowskim postulowaliśmy, żeby powstało kilka małych schronisk wokół Krakowa. Trwa poszukiwanie działek spełniających wymogi prawne - mówi Dąbrowska.
- Rozwiązaniem bezdomności zwierząt nie jest budowanie nowych schronisk. Najlepiej by było, aby one do schronisk nie trafiały. Jeśli jednak nie możemy wpłynąć na ludzi, by nie oddawali zwierząt, ulżyć im możemy tylko poprzez adopcję - apeluje Jaworski.
Dominika Wantuch
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
|