- Tytuł : Biznes i patologia - jak zarobić na bezdomnym psie?
- Dodano: 26/10/09
Władze Ukrainy zignorowały problem bezdomnych zwierząt. Teraz borykają się z hordami zdziczałych psów atakujących na przedmieściach miast. W Polsce też brak dobrych rozwiązań, które zmniejszą ilość bezdomnych zwierząt.
W polskich schroniskach przebywa 94 tys. bezdomnych psów i 18 tys. kotów. To dane oficjalne. - Ta liczba jest zaniżona, to są informacje szczątkowe, dużo zwierząt jest poza systemem - mówi Paweł Jakubczak, dyrektor Mazowieckiego Inspektoratu Weterynarii. Nie wliczono tych błąkające się po lasach, przebywających w prywatnych przytuliskach lub u wolontariuszy.
Dr Dorota Sumińska, lekarz weterynarii, autorka audycji i felietonów dotyczących zwierząt mówi wprost: - Liczba bezdomnych zwierząt może być nawet trzykrotnie wyższa.
Organizacje walczące o prawa zwierząt są zgodne. - Potrzeba nowej ustawy - mówi Aniela Roehr ze Stowarzyszenia Obrońców Zwierząt ARKA, od 10 lat walczącego z bezdomnością zwierząt. - Te zwierzęta nie wzięły się z kosmosu - mówi dr Sumińska - Ich liczba i warunki w jakich często żyją przebywają, świadczą o nas samych. Mamy się czego wstydzić - dodaje.
Brak systemowych rozwiązań, brak obowiązkowej sterylizacji, rejestracji, pseudohodowle - to polska rzeczywistość. W miejsce jednego psa, zabranego ze schroniska pojawiają się trzy następne. W 2007 roku w Polsce było zarejestrowanych 136 schronisk. Rok później o pięć więcej. W tym samym czasie liczba bezdomnych zwierząt wzrosła o ponad 2000 psów i prawie 1000 kotów. - Zwierząt do schronisk dostarczają sami ich miłośnicy - mówi Aniela Roehr z ARKI. - To najczęściej oni sami rozmnażają psy i koty, które mają pod opieką.
- Jeżeli ktoś się tym wreszcie nie zajmie, rzetelnie, odgórnie, będzie coraz gorzej - mówi dr Sumińska. - Zwierzęta nie patrzą na to, co się dzieje, tylko mnożą się na potęgę. Ludzie biorą kolejne szczeniaczki, a potem wyrzucają w podmiejskich lasach.
Na Ukrainie, gdzie hordy zdziczałych psów atakują na przedmieściach miast, władze pospiesznie wprowadzają programy ograniczające nadpopulację, otwierają schroniska. Posłanka PO Joanna Mucha nie pozostawia złudzeń: - Również dla bezpieczeństwa ludzi trzeba doprowadzić do zmniejszenia ilości zwierząt. U nas też są już stada zdziczałych psów.
Jak zarobić na bezdomnym psie?
Każda gmina odpowiada za bezdomne zwierzęta na swoim terenie. Począwszy od ich wyłapywania, na opiece skończywszy. Tymczasem gminy robią wszystko by pozbyć się psiego problemu. Zawierają umowy z firmami odławiającymi zwierzęta.
Obrońcy praw zwierząt twierdzą, że ci oszukują zleceniodawców, by zwiększyć swoje zyski. Obrotny hycel za jednego bezdomnego psa może otrzymać wynagrodzenie nawet z paru gmin. Zwierzę podrzucane jest z miasta do miasta, wszędzie tam gdzie dana firma ma podpisaną umowę. Jednorazowy koszt odłowienia psa, np. w Otwocku, to 1000 zł.
Taki stan rzeczy potwierdza posłanka Mucha i dodaje, że niezbędny jest oddolny nacisk na samorządy i sprawdzanie czy wywiązują się z ustawowych obowiązków. Jak mówi Aniela Roehr ze stowarzyszenia ARKA, programy zmniejszania populacji zwierząt w gminach, są przygotowane, trzeba je tylko wprowadzić. Tak jak zrobił to Grodzisk Mazowiecki pod Warszawą. - Tam zwraca prywatnym właścicielom połowę kosztów sterylizacji. Wszystkie psy, zgodnie z gminnym prawem muszą być zachipowane. Dzięki temu jest kontrola nad tym, ile faktycznie przebywa ich na tym terenie - mówi Roehr.
Sposobów na zarobienie na bezdomnym psie jest jednak wiele. Kolejny to niewątpliwie prywatne przytuliska. Ponieważ miejsc w już istniejących brakuje, każde nowe prywatne przytulisko jest dla gminy bezcenne, bo nie muszą wykładać pieniędzy na budowę i utrzymanie.
Celem właścicieli takich przytulisk często nie jest jednak opieka nad zwierzętami lecz zarobek. Zaradny przedsiębiorca może połączyć je z usługą hycelstwa, wtedy opłacalność jest największa. Przykładów na ten biznes jest wiele. Jednym z nich są schroniska tworzone przez Ewę B. przeciwko której toczy się postępowanie sądowe za znęcanie się nad zwierzętami, w przytuliskach m.in. w Krężlu, Maciejowicach, Nowej Wsi w Mazowieckiem.
W jakim stanie były zwierzęta pod opieką tej bizneswomen? Żywe psy chodziły po martwych - relacjonuje Aniela Roehr, która razem z innymi organizacjami przeprowadzała interwencje w owych "przytuliskach" w 2008 roku. Chore, wycieńczone, niektóre nie mające siły stać na własnych łapach. Niewątpliwie brak opieki weterynaryjnej, odpowiedniej karmy i minimalnych chociaż warunków bytowania, był sposobem obniżaniem kosztów funkcjonowania tego przedsiębiorstwa. Ile mogła zarobić na tym krwawym biznesie Ewa B.? Tego pewnie się nie dowiemy, ale chyba było to opłacalne, skoro niedawno otworzyła kolejne.
Część z psów wyłapywanych przez Ewę B. najprawdopodobniej wcześniej kupiona została na bazarach, przez ogłoszenie w gazecie, lub Internet. "Rasowe bez papierów" to najczęstsze hasło przy ogłoszeniach szczeniaków do sprzedaży. "Ja nie jestem snobem, rodowodu nie potrzebuje" - pomyśli pewnie niejeden kupujący szczeniaka na internetowej aukcji. Niestety brak tzw. papierów, to nie tylko snobizm bądź jego brak. Pseudohodowle to również biznes. Obniżając koszty produkcji można na tym dobrze zarobić. Na jednym z targowisk pod Warszawą "rasowego bez papierów" można kupić za średnio 300zł. Stała promocja. Niestety kosztami opieki weterynaryjnej będą obciążeni już przyszli niesnobistyczni właściciele, bowiem owe puchate szczeniaczki, często obciążone są wadami genetycznymi, chorobami wynikającymi ze skandalicznych warunków w jakich są trzymane, niedożywione, o szczepieniach nie wspominając. Niestety walka z tym procederem jest skazana na niepowodzenie. Ustawa o ochronie zwierząt tego nie zabrania. A chętnych niesnobistycznych przybywa. Tymczasem dr Sumińska mówi jasno: - Gdyby każdy człowiek, który chce mieć psa, zamiast go kupować na bazarze czy u hodowców wziąłby ze schroniska, nie byłoby tego problemu.
Czy to już czas na zmiany?
O tym, że potrzebna jest nowa ustawa o ochronie praw zwierząt przekonana jest posłanka Joanna Mucha, przewodnicząca parlamentarnego Zespołu dla Zwierząt. Od pół roku współpracuje z koalicją na rzecz zwierząt, którą stworzyły organizacje walczące o ochronę praw zwierząt. Główne cele to ograniczenie populacji i poprawa losu zwierząt już przebywających w schroniskach. Jednym z postulatów jest to, aby prawo prowadzenia takich miejsc miały organizacje pozarządowe Organizacje Porządku Publicznego, ze statutową działalnością w zakresie ochrony praw zwierząt, oraz jednostki samorządowe. - Odetnie to możliwość zarabiania na bezdomnych zwierzętach, co ma teraz miejsce - przekonuje posłanka Mucha.
Największą uwagę przykuwają jednak sposoby zmniejszenia populacji zwierząt. - Nie jesteśmy bogatym krajem, nie możemy opiekować się taką ilością bezdomnych zwierząt - mówi Roehr. Posłanka Mucha nie ma wątpliwości. - Obowiązkowa sterylizacja zwierząt w schroniskach zmniejszy populację zwierząt.
Z jednej niewysterylizowanej suki po roku, uwzględniając jej potomstwo, może być nawet 56 kolejnych psów. - Należy dążyć do tego, aby właściciele zwierząt również mieli obowiązek kastracji swoich pupili - mówi Aniela Roehr. Tak jak jest chociażby we Francji. Każdy, kto nie przeprowadzi takiego zabiegu u swojego psa czy kota, ma obowiązek zapłacić dodatkowy podatek hodowlany. - Teraz nie możemy sobie pozwolić na takie rozwiązanie - mówi Mucha - ale na pewno należy do tego dążyć. Jednak póki co, nie jesteśmy do tego przygotowani jako społeczeństwo - dodaje.
Niestety nadal istnieją mity na temat negatywnych skutków tego zabiegu. Dr Sumińska jest jednak przekonana, o tym, że sterylizacja może przedłużyć życie naszych podopiecznych. - Zmniejsza się procent zapadania na nowotwory, suka nigdy nie będzie miała ropomacicza - wylicza Sumińska. - Jest wiele dolegliwości, których dzięki temu zabiegowi, będzie można uniknąć.
Innym sposobem jest eutanazja. Aniela Roehr z ARKI takie rozwiązanie kwituje jednak jasno: - Trzeba walczyć z przyczynami problemu, a nie z jego skutkiem.
- Nikt zdrowo myślący i kochający życie jako takie, nie będzie za eutanazją - dodaje dr Sumińska. Humanitaryzm wyraża się także w odnoszeniu się do zwierząt. Zabicie jednego nic nie zmieni. A sterylizacja tak. Rachunek jest bardzo prosty. Moralnie wątpliwa eutanazja, która odbywała się na szeroką skalę w latach 90., w schronisku na warszawskim Paluchu, nie przyniosła żadnych efektów. Setki zdrowych, młodych zwierząt straciło życie. Problem pozostał. Dzisiaj na Paluchu przebywa 2000 psów.
Czy ustawa zejdzie na psy?
Problem rozwiązać jednak trzeba. - Chcieliśmy stworzyć speckomisję zajmującą się zmianą ustawy o ochronie praw zwierząt - mówi posłanka Joanna Mucha. - Niestety nie dostaliśmy zgody od marszałka Sejmu.
Trudności pojawiają się również po stronie Koalicji dla Zwierząt, stworzonej przez organizacje prozwierzęce. - Są organizacje, które mają bardziej radykalne poglądy, inne są bardziej pragmatyczne, nie było więc łatwe ustanowienie wspólnych stanowisk. To sytuację bardzo utrudnia - kwituje posłanka Mucha.
Efektem tych różnic był rozpad koalicji, choć jak przekonuje Aniela Roehr z ARKI "w sprawach podstawowych nadal się kontaktujemy.
-Wszelkie organizacje powinny się zbratać, bo będzie coraz gorzej. Zamiast walczyć o zwierzęta często walczą ze sobą nawzajem. A cel jest przecież jeden - mówi dr Sumińska.
Jak twierdzi posłanka Mucha, zmiana ustawy o ochronie praw zwierząt z 1997 roku, będzie trudna. - Gdybyśmy musieli przeprowadzać nową ustawę przez normalny tryb, musieliśmy przejść przez parę komisji, i z ustawy prawdopodobnie zostałby kadłubek - przekonuje. - Zmiany chcemy wprowadzać poprzez nowelizacje poszczególnych fragmentów.
- Ja ciągle wierze, że sytuacja bezdomnych zwierząt w Polsce się zmieni- podsumowuje Aniela Roehr z ARKI. - Pozostaje tylko pytanie: jaki model wybierzemy, ukraiński czy francuski?
O problemie bezdomnych zwierząt słuchaj w sobotę o godz. 18 w audycji radia TOK FM ''Rozmowy o pomaganiu''
Katarzyna Tyrluk
Źródło: TOK FM
|