- Tytuł : Bolo powrócił. Sąsiedzi przerażeni
- Dodano: 24/08/09
Normalnie patrzę przez okno, a tam, na Boga, Bolo z taksówki wysiada! A za nim jego pani. I wracają do domu jakby nigdy nic - wścieka się mieszkaniec wieżowca na Boninie. - Chyba dopiero jak kogoś zagryzie, zabiorą go stąd.
Życie mieszkańców wieżowca na Boninie skomplikowało się dwa lata temu, gdy z miłego, bawiącego się z dziećmi szczeniaczka, Bolo zmienił się w krępego, silnego stafforda. O tym, jak wygląda życie w bloku, pisaliśmy niedawno.

Fot. Łukasz Cynalewski / AG
Małżeństwo z drugiego piętra (piętro pod mieszkaniem właścicielki Bola) co dzień rano organizuje rytuał wyjścia do pracy: żona sprawdza w łazience przy rurze, czy słychać szczekanie, mąż patrzy przez judasza. Potem żona biegnie do windy, a mąż trzyma drzwi uchylone (jeśli Bolo biegałby akurat po schodach). Lokator z czwartego, gdy ktoś puka do drzwi, najpierw je uchyla, wystawia głowę, i szybko każe wchodzić do środka, bo na klatce, jak mówi, strach stać. Sąsiad z szóstego boi się, że jego ośmioletnia córka zostanie zagryziona. Dlatego uważa, że pies powinien być uśpiony.
Bolem, pięcioletnim staffordem, opiekuje się samotna kobieta. Kupił go jej syn, ale dwa lata temu wyjechał za granicę, do pracy do Anglii. Od tego czasu pies, jak twierdzą sąsiedzi, nie jest wyprowadzany prawie wcale, biega wściekły po klatce, rok temu pogryzł mężczyznę. Raz, gdy biegał rano po schodach i szczekał, wszyscy mieszkańcy nie poszli do pracy, tak się go bali.
Liczne interwencje straży miejskiej i policji kończyły się mandatami lub pouczeniami. Dopiero tydzień temu, gdy po interwencji "Gazety" na miejsce przyjechała Stefania Kozłowska, prezes Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, właścicielka zgodziła się oddać psa do schroniska. Przynajmniej do powrotu syna do Polski.
Przez ponad tydzień spędzony w schronisku Bolo był wystraszony. - Stał smutny, oczy wielkie, był wyraźnie zestresowany - opowiada Kozłowska. Na domiar złego w boksie obok mieszkał inny, agresywnie zachowujący się pies. Podobno raz pogryzły się, mimo dzielących je prętów.
W tym tygodniu właścicielka Bola zabrała psa do domu. Twierdzi, że zwierzę ma dobre warunki, śpi w łóżku i jest bardzo spokojne. Mieszkaniec bloku: - Wstaję rano, patrzę przez okno, a tam z taksówki normalnie Bolo wysiada, za nim jego pani, i wracają do domu, jakby nic się nie stało! - denerwuje się. - Strach na całej klatce, ludzie boją się wychodzić z mieszkań, a ten pies znów będzie tu spokojnie mieszkał!
- Nie mieliśmy prawa zatrzymać psa, bo właściciel nie zrzekł się prawa własności - mówi Magda Rembowska, lekarz weterynarii i zastępca kierownika schroniska. - A przecież pies znów może uciec, może zdarzyć się tragedia. Te psy są nieobliczalne, jeśli są w złych rękach - dodaje.
Okazuje się, że pies, który stanowi zagrożenie dla lokatorów, może spokojnie mieszkać w bloku. Inspektor TOnZ mógłby złożyć do Urzędu Miasta wniosek o tymczasowe odebranie psa właścicielowi. - Ale muszę mieć podstawę, a może być nią jedynie znęcanie się nad psem - tłumaczy Stefania Kozłowska. - W tym przypadku niewyprowadzanie na dwór. A tego nie da się udowodnić, bo właścicielka twierdzi, że go wyprowadza - mówi. Według Przemysława Piweckiego, rzecznika straży miejskiej, sprawa stafforda powinna trafić do sądu. - Mieszkańcy czują się zagrożeni, więc sąd powinien zadecydować o losach tego psa - mówi. - Pies cierpi, właścicielka sobie z nim nie radzi, sąsiedzi są sterroryzowani. Ale, niestety, aby zgłosić to do sądu, trzeba mieć uzasadnienie, czyli kolejne zdarzenie, w którym będziemy musieli interweniować - mówi Piwecki. Jeszcze w ten weekend do bloku na Boninie zostaną wysłani dzielnicowi. Mają porozmawiać z właścicielką psa, sąsiadami. To zadecyduje o dalszym ciągu sprawy stafforda Bola.
Co - Państwa zdaniem - powinno się stać z agresywnym psem, którego boją się mieszkańcy wieżowca na poznańskim Boninie? Czekamy na listy: czytelnicy@poznan.agora.pl
Agnieszka Drzewiecka
Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań
|