- Tytuł : Wyrzucili psa z pędzącego auta
- Dodano: 20/08/09
Pies jest bardzo wychudzony i ma smutek w oczach. Nic dziwnego, skoro kilka dni temu jacyś zwyrodnialcy wyrzucili go z pędzącego samochodu.

Czarny przeżył wypadek. Teraz szuka nowego pana. O dobrym sercu.
Wypadek wydarzył się 10 sierpnia ok. godz. 22. Sprawę zgłosił zielonogórzanin, który widział jak ludzie jadący autem wyrzucają psa niedaleko campusu uniwersytetu przy al. Wojska Polskiego. Pies przekoziołkował kilka razy i upadł bez ruchu. Zwierzak ma około roku, w typie labradora. Niestety jest bardzo wychudzony. Wolontariusze przypuszczają, że to przez stres, jaki musiał przeżyć w ostatnich dniach. Pies jest już po specjalistycznych badaniach.
- Weterynarz wykluczył złamanie, stwierdził jednak silne stłuczenie i wewnętrznego krwiaka w lewej przedniej łapie. Zwierzak jest już bezpieczny. Trafił pod opiekę do naszych wolontariuszy - opowiada inspektor Bartosz Krieger z komendy miejskiej Straży Ochrony Zwierząt w Zielonej Górze. Inspektorzy wszczęli już dochodzenie, które ma ustalić sprawców przestępstwa. Są pewni, że ktoś celowo pozbył się psa. Dlaczego w tak drastyczny sposób? Nie rozumieją.
- W takich przypadkach ludzie chcą się jak najszybciej pozbyć zwierzęcia, dlatego wymyślają okrutne sposoby. Najczęściej porzucają zwierzęta, gdy chcą wyjechać na urlop, przeprowadzić się, gdy w rodzinie pojawi się dziecko, albo gdy po prostu pies zachoruje - opowiada Krieger, który przypuszcza, że w tym przypadku właściciele pozbyli się psiaka, bo nie spełnił ich wymagań. - Pewnie kupowali szczeniaka z myślą, że to labrador. Niestety pies mógł pochodzić z pseudohodowli. Ma domieszkę psa myśliwskiego. Może uznali, że skoro wyrzucili w błoto pieniądze, wyrzucą i psa.
Strażnicy, którzy mają podobne uprawnienia jak oskarżyciel posiłkowy, poszukują świadków wypadku. To na podstawie ich zeznań prześlą dokumenty do prokuratury.
- Ludzie chcą zeznawać w sprawie psa? - pytamy.
- Tak, robią to chętnie. Zeznania świadków to mocny materiał dowodowy w sądzie - tłumaczy inspektor, który prosi o pomoc wszystkich świadków, którzy widzieli wypadek.
Co grozi bezdusznemu właścicielowi czworonoga? Zgodnie z art. 35 Ustawy o ochronie zwierząt za zabicie lub znęcanie się nad zwierzakiem grozi wysoka grzywna, rok lub dwa lata więzienia.
- W zależności od tego, czy sprawca działał z wyjątkowym okrucieństwem, czy nie - opowiada Jan Pardej z zielonogórskiej prokuratury okręgowej. Przyznaje, że podczas wakacji prokuratorzy (tylko z zielonogórskiego rejonu) wszczęli już 13 podobnych śledztw. Najczęściej sprawy dotyczą znęcania się nad zwierzętami, ale także okrutnego porzucania ich. - Przywiązane zwierzęta umierają z pragnienia i wycieńczenia albo duszą się na własnych smyczach. W przygotowaniu aktów oskarżenia niezmiernie pomocni są inspektorzy z towarzystw ochrony zwierząt. Są specjalistami w swojej dziedzinie. Znają się na prawie i mocno się angażują.
Wolontariusze otoczyli psa opieką. Gdy wyzdrowieje, będą chcieli znaleźć dla niego nowy dom. - Pies jest bardzo łagodny, ale niestety nie umie chodzić na smyczy. Prawdopodobnie pilnował podwórka przy domku jednorodzinnym. Chcemy go nauczyć podstawowych komend, zanim wydamy go nowym właścicielom. Ale już teraz osoby, które chciałyby zaopiekować się psem, mogą się zgłaszać do nas - tłumaczą wolontariusze.
Osoby, które były świadkami zdarzenia lub rozpoznają psa i są w stanie wskazać jego właścicieli, mogą zgłaszać się pod numer tel. 665 363 707. Każdy, kto chciałby wspomóc finansowo leczenie tego przesympatycznego psiaka, może wpłacić darowiznę na numer konta: PKO BP I Oddział w Zielonej Górze 44 1020 5402 0000 0102 0213 2637, Straż Ochrony Zwierząt, ul. Powstańców Warszawy 16/6, 65-807 Zielona Góra. Więcej informacji można znaleźć na stronie www.sozzg.pl
Maja Sałwacka
Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra
|