- Tytuł : Wyrwany ogon, przypalanie papierosami
- Dodano: 29/07/09
Wyrwany ogon, przypalanie papierosami, bicie, usypianie. Psi horror w białostockim schronisku?
Łatwiej usypiać niż leczyć. Do tego wyrwany ogon, przypalanie papierosami, bicie. W schronisku nie dba się o psy – twierdzą wolontariuszki, które przez wiele miesięcy opiekowały się zwierzętami. – To nieprawda. Ja mam czyste sumienie – odpowiada Waldemar Okulus, kierownik schroniska.
Kto ma rację? Ma to wykazać kontrola z urzędu miejskiego, która już się rozpoczęła.
– Sprawdzamy wszystkie dokumenty związane z finansami, przetargami. Przyjrzymy się też wolontariatowi i zarzutom, które młodzi ludzie kierują pod adresem kierownictwa schroniska – zapewnia Aleksander Sosna, wiceprezydent Białegostoku.

Kontrola w schronisku potrwa do końca tygodnia. W poniedziałek wszystko ma być jasne.
(Fot. Anatol Chomicz)
Wolontariuszki: Psy są usypiane
Kontrola potrwa do końca tygodnia. W poniedziałek wszystko ma być jasne.
– Dla nas już takie jest. W schronisku przy ul. Dolistowskiej źle się dzieje – twierdzą wolontariuszki. Od kilku miesięcy nie mogą opiekować się psami, bo kierownik rozwiązał z nimi umowy.
– Zależy nam na zwierzętach. Zajmowałyśmy się nimi za darmo, czasem same dopłacałyśmy do leczenia psów – mówi Monika. I razem z koleżankami podaje wiele drastycznych przykładów złej opieki w białostockim schronisku.
– To była kilkuletnia suczka Nużyczka, chora na nużycę. Powinna być leczona. Kierownik nie wyraził na to zgody. Bo łatwiej jest uśpić psa. I taki los ją spotkał. Podobnie są traktowane inne chore czworonogi. Co je czeka? Eutanazja – opowiada dziewczyna.
– To samo spotyka te psy, które nie są łagodne albo boją się ludzi. Mogą być zdrowe, ale i tak często ich życie kończy się uśpieniem – dodaje Justyna.
Wyrwany ogon
– I jeszcze pies z wyrwanym ogonem. To była suczka, która za żadne skarby nie chciała wracać do boksu. Trzeba było ją zanosić. Nie każdemu to się podobało. Pies był duży i ciężki. Pewnego dnia zastałam sukę bez ogona, z krwawą raną. Kierownik utrzymywał, że to szczury. Ale słyszałam opinię jednego z weterynarzy. Ogon był wyrwany, nie wygryziony. Nikt nie poniósł konsekwencji. A suczka nie żyje – wspomina Iwona.
Dziewczyny pamiętają też bite zwierzęta, psa przypalonego papierosami, "ciche śmierci” szczeniaków. – Powód? Do chorych szczeniaczków wciąż trafiają nowe, niezaszczepione. I wiadomo, jak to się kończy – przypomina Iwona. – Najgorszy jest brak reakcji kierownika – dodaje.
To nie koniec oskarżeń pod adresem schroniska. O nieprawidłowościach, tym razem finansowych, mówi też pani Alicja, która przez wiele miesięcy sponsorowała karmę, sterylizację psów. – Nie zgadzają się rachunki – twierdzi kobieta.
Kierownik: Dokumenty się zgadzają
Co na to Waldemar Okulus? Schroniskiem kieruje od roku. Nie boi się kontroli, bo jak zapewnia, ma czyste sumienie. – Wszystkie dokumenty, także te związane ze sponsorowaniem, zgadzają się – broni się.
A zarzuty wolontariuszek? – Dziewczyny mszczą się, bo nie widziałem dalszej możliwości współpracy z nimi. Za ich nieodpowiedzialne zachowanie, chociażby wyprowadzanie psów poza schronisko bez pozwolenia – tłumaczy.
Zapewnia, że zdecydowana większość zwierząt jest leczona. I podaje statystykę. – Od stycznia do maja przyjęliśmy 240 psów. Zostało wykonanych 14 eutanazji. Wszystko jest udokumentowane.
Potwierdza to lekarz weterynarii Michał Geniusz, który opiekuje się psami w schronisku. – To wszystko reguluje ustawa. Pod decyzją o eutanazji psa podpisują się trzy osoby – przypomina.
A co z psami, które są agresywne? – Są zwierzęta, które nie dają się zaczipować, nie mogą wejść do ich boksu. Ale przed podjęciem decyzji o uśpieniu długo się je obserwuje. Jest nawet specjalny zeszyt z uwagami o agresywności – dodaje Waldemar Okulus.
On też pamięta psa z wyrwanym ogonem i tego przypalonego papierosami. – Pierwszą sprawę starałem się wyjaśnić, ale żaden z pracowników nie wie, jak do tego doszło. Nie przypuszczam też, by pies był przypalany papierosami w schronisku – broni się. – Nasze schronisko jest przepełnione. Trafiają do nas różne psy, chore, pokaleczone. Wszystkim staramy się pomóc – zapewnia.
Imiona wolontariuszek zostały zmienione
Marta Gawina
Źródło: www.poranny.pl
|