- Tytuł : Zamknęła psy w ogródku, sama zniknęła
- Dodano: 29/07/09
- Cierpią - alarmują jedni. - Hałasują i nie dają wypocząć - mówią drudzy. W ogrodzie działkowym na Tysiącleciu w koszmarnych warunkach mieszkają psy. Właścicielka jakby zapadła się pod ziemię.
Działka jest w pobliżu Promenady. Stoi na niej murowana altana i zdewastowana szklarnia. Przed werandą stosy niepotrzebnych przedmiotów: stare meble, deski, szmaty. Pełno brudnych garnków i misek. Leżą duże kości.
- Jeszcze dwa lata temu to był piękny ogród - mówi jedna z działkowiczek. - Żal patrzeć, do czego właścicielka go doprowadziła. I jeszcze te biedne zwierzęta bez opieki. Ktoś powinien z tym zrobić porządek.
Do zamkniętej na kłódkę furtki dobiegają dwa małe rude psiaki. Jeden z nich to suczka. Widać, że niedawno urodziła szczenięta. Jest jeszcze trzeci pies, starszy i nieufny. Stroni od obcych, przemyka zakamarkami działki.

Fot. Sebastian Adamus / AG
Stan czworonogów jest dobry - nie są wychudzone ani chore, ale warunki, w których żyją, są koszmarne. Fetoru nie da się wytrzymać.
- Właścicielki nie widzieliśmy od dawna - mówi starszy działkowicz. - Prawdopodobnie przychodzi nocą, bo czasami dochodzą stąd różne odgłosy. Stoją też miski ze świeższym jedzeniem.
Z kobietą bezskutecznie próbował się skontaktować prezes ogrodu działkowego.
- W związku z licznymi skargami na bałagan i hodowanie zwierząt - a tego zabrania regulamin ogrodu - została podjęta uchwała o pozbawieniu kobiety prawa do działki - tłumaczy prezes Stanisław Jucha. - Nie możemy jednak wkroczyć na działkę, bo wciąż znajdują się tam jej rzeczy. Próby kontaktu z kobietą nie przyniosły rezultatu. Byliśmy u niej dwukrotnie z policją i strażą miejską. Najwyraźniej unika kontaktu, bo nie reaguje także na wezwania pisemne.
Sytuacja jest patowa, a działkowicze coraz bardziej zdenerwowani.
- Ta suczka niedawno urodziła, na pewno gdzieś tutaj ma szczenięta - alarmuje jedna z kobiet. - Codziennie dokarmiamy psy i przynosimy im wodę. Są odizolowane od świata i samotne, nie zdziwiłabym się, gdyby miały problemy z psychiką.
Faktycznie, zwierzęta zachowują się obojętnie: nie są agresywne, ale też nie okazują radości.
Inni działkowicze narzekają na bałagan i ujadanie psów. - Jakaś pani rzucała kiedyś w nie kamieniami, by się uspokoiły - mówi jeden z mężczyzn.
Sąsiedzi zaalarmowali dwie częstochowskie organizacje - Fundację "For Animals" i Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt mają prawo czasowo odebrać psy właścicielowi, ale tylko wtedy, gdy istnieje bezpośrednie zagrożenie dla ich zdrowia i życia.
- W tym przypadku nie ma takich podstaw - przekonuje Robert Drogosz, inspektor TOnZ. - Zwierzęta są w bardzo dobrym stanie.
Fundacja "For Animals", która wczoraj była na miejscu, twierdzi jednak, że warunki przetrzymywania psów nie są do zaakceptowania. - Podejmiemy próby kontaktu z właścicielką - mówi prezes Renata Mizera. - Postaramy się przekonać kobietę, by oddała psy, skoro nie jest w stanie zapewnić im odpowiedniej opieki.
Eliza Kwiatkowska
Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa
|