- Tytuł : Kilkanaście psów więziła z miłości
- Dodano: 05/07/09
To chyba koniec dramatu zwierząt z rudery przy ulicy Prostej 6. W sobotę wyprowadzono 14 psów i kota.
Zawalony po jednej stronie domu dach, zabite deskami okna, ciemne i małe pomieszczenia, bez swobodnego dostępu do wody i świeżego powietrza - w takich warunkach mieszkały zwierzęta. Niektóre z nich przywiązane były na 10- i 15-centymetrowych łańcuchach lub sznurkach. Sąsiedzi narzekali na skowyt i unoszący się fetor. Mówili także, że pani Sabina hoduje zwierzęta w celach konsumpcyjnych. - Raz znaleźliśmy szkielet jamnika na śmietniku - wyjawia jedna z sąsiadek, Małgorzata Sieniewicz.
W sobotę do domu pani Sabiny wkroczyli członkowie Fundacji "For Animals" i policja. 82-letnia kobieta nie chciała oddać psów. - Traktuję i kocham moje czworonogi jak własne dzieci. One są całym moim życiem. Już raz mi zabraliście moje zwierzaki, drugi raz na to nie pozwolę. Najpierw będziecie musieli mnie zastrzelić. Jeżeli je weźmiecie, to wypiję naftę i się podpalę - groziła.
Sabinie J. już raz postawiono zarzut znęcania się nad czworonogami. Jednak w 2003 r. sąd uznał, że kobieta działała ze szlachetnych pobudek i dopuściła się tylko wykroczenia, a nie przestępstwa.
Teraz, po długiej rozmowie z panią Sabiną, policja zdecydowała o wyprowadzeniu zwierząt. Badania obdukcyjne wykazały, że jeden pies miał ropiejące rany od wrastającej w ciało obroży, drugi zaś z powodu ciągłego przebywania w ciemnym pomieszczeniu jest niedowidzący.

Fot. Grzegorz Skowronek / AG

Fot. Grzegorz Skowronek / AG

Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Wszystkie czworonogi odrobaczono. - W Częstochowie nie mogliśmy liczyć na wsparcie. Musieliśmy prosić o pomoc Pogotowie i Straż dla Zwierząt z Trzcianki [nieopodal Piły - przyp. red.]. Oni przewiozą zwierzęta do weterynarza. Potem część czworonogów trafi do domów tymczasowych w Poznaniu, część zaś zostanie w naszym mieście - mówiła prezes Fundacji "For Animals" Renata Mizera.
Nie jest jeszcze pewne, czy sobotnia akcja ostatecznie rozwiąże dramat zwierząt. Sabinie J. już raz odebrano psy, ale sprowadziła nowe. - Tym razem postaramy się o sądowy zakaz przetrzymywania zwierząt - deklarowała Sylwia Dobosz z fundacji.
Pani Sabinie pozostawiono jednego psa, który będzie pod stałą obserwacją wolontariuszki "For Animals".
Michał Wawrzaszek
Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa
|
Dlaczego jej zostawili tego jednego psa ?! On też ma prawo żyć !!!